Samochód elektryczny dla małej firmy usługowej – jak dobrać model, baterię i sposób ładowania

0
9
Rate this post

Nawigacja po artykule:

Mała firma usługowa a samochód elektryczny – czy to w ogóle ma sens?

Jakie małe firmy realnie korzystają z samochodu elektrycznego

Dla części małych firm usługowych samochód elektryczny to już dziś bardzo sprawne narzędzie pracy, a nie futurystyczny gadżet. Najbardziej oczywiste branże to:

  • firmy serwisowe i techniczne – elektryk, hydraulik, serwis IT, monter alarmów, klimatyzacji, instalacji PV; jeżdżą głównie lokalnie, z kilkoma lub kilkunastoma zleceniami dziennie;
  • usługi lokalne z dojazdem do klienta – kosmetyczka mobilna, fizjoterapeuta, trener personalny, korepetytor, opieka nad zwierzętami;
  • mała gastronomia i catering – rozwożenie lunchy, pizzy, cateringu dietetycznego na ograniczonym obszarze miasta lub powiatu;
  • handel i przedstawiciele regionowi – mobilny handlowiec obsługujący jeden region, ale z regularnymi, powtarzalnymi trasami.

W takich zastosowaniach auto robi zwykle od kilkudziesięciu do dwustu kilometrów dziennie, często z częstymi postojami i powrotami do bazy. To dokładnie środowisko, w którym samochód elektryczny może pracować efektywnie, przewidywalnie i tanio, o ile jest dobrze dobrany model, bateria oraz sposób ładowania.

Znaczenie ma też sposób organizacji pracy. Jeśli firma ma siedzibę z własnym parkingiem i stałym dostępem do energii, elektryk staje się niemal oczywistym wyborem na pojazd „bazowy”. Jeśli z kolei pracownicy zabierają auta do domu, a firma ma rozproszoną strukturę, większą rolę zaczyna odgrywać dostęp do ładowarek publicznych i możliwość ładowania w domach pracowników.

Samochód wizerunkowy a realne narzędzie pracy

W wielu firmach pierwsze auto elektryczne pojawia się z pobudek wizerunkowych: chęć pokazania się jako „eko”, innowacyjnych, nowoczesnych. Taki samochód bywa oklejony logotypem, staje pod biurem i robi za ruchomą wizytówkę. To ma swój sens marketingowy, jednak z punktu widzenia finansów firmy istotne jest, czy pojazd jest wykorzystany operacyjnie.

Różnica jest prosta: samochód wizerunkowy robi małe przebiegi, często stoi, generuje głównie koszty stałe, a oszczędności eksploatacyjne na prądzie praktycznie nie występują. Samochód jako narzędzie pracy jest w ruchu prawie codziennie, robi powtarzalne trasy, a niski koszt kilometra ma realny wpływ na rentowność usługi.

Jeśli elektryk ma być narzędziem pracy, a nie drogą zabawką, trzeba go potraktować tak samo jak wiertarkę czy serwer – dobrać pod kątem parametrów i zwrotu z inwestycji. Liczy się zasięg w typowych warunkach, łatwość ładowania, czas ładowania w stosunku do przerw w pracy i całkowity koszt użytkowania, a nie tylko „pełne wyposażenie” i kolor lakieru.

Kiedy samochód elektryczny przegrywa z dieslem lub hybrydą

Nie w każdej małej firmie samochód elektryczny będzie strzałem w dziesiątkę. Są scenariusze, w których diesel lub hybryda ma nadal wyraźną przewagę:

  • duże, nieregularne przebiegi – gdy typowy dzień to 300–500 km w zróżnicowanym terenie, z nieprzewidywalnymi trasami i brakiem czasu na dłuższe postoje ładowania;
  • brak stałego miejsca parkowania – gdy samochód parkuje co noc gdzie indziej, a infrastruktura ładowania w okolicy jest słaba lub niepewna;
  • ciężki ładunek na długich trasach – jeśli mały dostawczak wozi prawie maksymalny ładunek i jeździ często między miastami, zużycie energii rośnie, a zasięg spada szybciej, niż w firmie lokalnej;
  • niemożność inwestycji w infrastrukturę – np. wynajmowane miejsce bez zgody właściciela na montaż wallboxa, słaba instalacja elektryczna w budynku.

Jeśli działalność wymusza częste spontaniczne delegacje po 300 km w jedną stronę, a harmonogram bywa nerwowy, diesel może nadal zapewniać większą elastyczność. Samochód elektryczny wymaga pewnego rytmu pracy – przewidywalności tras, planowania ładowania, czytelnego rozdziału obowiązków między kierowcami.

Kluczowe pytania na start przy planowaniu elektryka w firmie

Zanim zacznie się porównywać konkretne modele, warto uporządkować kilka informacji o własnej działalności. Odpowiedzi na te pytania bardzo ułatwiają wybór:

  • Jaki jest typowy dzienny przebieg auta? Nie „od święta”, tylko przez większość dni roboczych.
  • Jaki jest maksymalny dzienny przebieg z ostatnich 6–12 miesięcy i jak często się powtarza?
  • Gdzie auto stoi w nocy? Na prywatnym parkingu firmy, na ulicy, u pracownika pod blokiem, w garażu podziemnym?
  • Czy jest dostęp do gniazdka lub instalacji trójfazowej w miejscu, gdzie auto zwykle nocuje?
  • Czy firma jest gotowa zmienić pewne nawyki – np. zaplanować 30–40 minut przerwy na ładowanie w środku dnia raz czy dwa razy w tygodniu?

Odpowiedzi na te pytania najlepiej spisać, potraktować je jako brief dla siebie i ewentualnie dla doradcy flotowego. Ułatwi to dobranie nie tylko modelu, ale przede wszystkim pojemności baterii i systemu ładowania, które są kluczowe w TCO pojazdu elektrycznego.

Samochód elektryczny dla małej firmy usługowej – jak dobrać model, baterię i sposób ładowania
Źródło: Pexels | Autor: GlassesShop GS

Określenie realnych potrzeb firmy – dystans, ładunek, sposób używania auta

Jak policzyć typowy dzień pracy samochodu służbowego

Największym błędem przy planowaniu elektryka jest opieranie się na „wrażeniu”, ile auto jeździ. Zamiast tego opłaca się chociaż przez 2–4 tygodnie monitorować faktyczne trasy. Można to zrobić na kilka sposobów:

  • zestawiając faktury za paliwo i wskazania licznika;
  • korzystając z prostego GPS-a/flotowego trackera w dotychczasowym aucie;
  • spisując przebieg na początku i końcu dnia pracy i zapisując liczbę wyjazdów.

Po takim okresie próbnym widać, ile kilometrów auto robi przeciętnie, a ile w dniach „rekordowych”. Uzupełniając te dane o informacje, w jakich godzinach pojazd faktycznie stoi, można z dużą dokładnością określić potencjał na ładowanie w nocy oraz ewentualne doładowania w ciągu dnia.

W wielu małych firmach usługowych okazuje się, że samochód wykonuje kilka wyjazdów na niewielkim obszarze – np. 4–6 wizyt u klientów w promieniu 20–30 km od siedziby. Łącznie wychodzi często 60–150 km dziennie, a auto przez resztę czasu stoi zaparkowane. To idealne środowisko dla elektryka z ładowaniem nocnym.

Średni a maksymalny przebieg – który ważniejszy przy doborze baterii

Przy planowaniu pojemności baterii pojawiają się dwa różne parametry: średni dzienny przebieg oraz maksymalny dzienny przebieg. Dla firmy istotne są oba, ale w różny sposób.

Średnia mówi, ile kilometrów auto wykonuje „na co dzień”. To na podstawie tej wartości można oszacować typowe zapotrzebowanie na energię oraz częstotliwość ładowania. Przykładowo, jeśli auto robi 90 km wewnątrz miasta, średnia jest stabilna, a nocny postój trwa 10–12 godzin, często wystarczy mniejsza bateria i wolniejsze ładowanie AC.

Maksymalny przebieg pojawia się rzadziej, ale nie można go ignorować. To np. dni, kiedy trzeba jechać do klienta 120 km w jedną stronę, albo kursy łączone – kilka odległych lokalizacji w jednym dniu. Strategia doboru baterii nie powinna polegać na tym, by projektować samochód pod jeden ekstremalny dzień w roku. Zwykle tańsze jest wtedy zorganizowanie alternatywy (np. wynajem auta spalinowego na takie okazje) niż kupowanie znacznie droższego elektryka o ogromnym zasięgu, który w 90% dni wykorzystuje tylko połowę możliwości.

Sensowny kompromis to dobranie baterii pod 90–95% dni roboczych, a dla pozostałych 5–10% zaplanowanie innego rozwiązania: doładowanie w trasie, wymiana auta między pracownikami, wynajem krótkoterminowy. W praktyce oznacza to zasięg realny (nie katalogowy) na poziomie 1,5–2 razy typowego dziennego przebiegu.

Ładunek, wyposażenie i wybór nadwozia

Samochód elektryczny w firmie usługowej rzadko wozi tylko kierowcę. Zwykle w grę wchodzą narzędzia, materiały, części zamienne, czasem większe paczki czy sprzęt specjalistyczny. To przekłada się na masę ładunku i wybór nadwozia:

Analiza realnych zasięgów w przypadku działalności stricte lokalnej jest dobrze opisana m.in. w materiałach takich jak Elektryczne auto do cateringu dietetycznego – realne zasięgi przy codziennych trasach, gdzie podobne wyzwania logistyczne zostały przełożone na konkretne decyzje zakupowe.

  • mały hatchback – wystarczy dla mobilnego handlowca, konsultanta czy trenera personalnego, który wiezie głównie siebie, laptopa i niewielką ilość sprzętu;
  • kombi lub kompaktowy SUV – bardziej uniwersalny, jeśli oprócz kierowcy często jadą jeszcze 1–2 osoby lub trzeba zmieścić większe gabarytowo rzeczy (banery, roll-upy, torby, walizki, drobny sprzęt);
  • mały dostawczak / van – wybór dla firm serwisowych, budowlanych, gastronomicznych, gdzie kluczowa jest przestrzeń ładunkowa, możliwość montażu regałów, lodówek, zabudów.

Masa ma w elektrykach duże znaczenie. Im cięższy ładunek, tym wyższe zużycie energii i mniejszy realny zasięg. Dobrze jest więc policzyć orientacyjnie, ile ważą typowe narzędzia i materiały – czy to 100 kg, czy raczej stałe 400–500 kg. Dla dostawczaków trzeba też zwrócić uwagę na DMC (dopuszczalną masę całkowitą) – szczególnie, gdy auto prowadzą osoby z prawem jazdy kategorii B.

Nie chodzi o to, by elektryk był większy niż potrzeba, ale o uniknięcie sytuacji, w której po roku firma zaczyna „dokładać” sprzęt, a samochód staje się chronicznie przeciążony, z fatalnym zasięgiem i ryzykiem problemów przy kontroli drogowej.

Scenariusze użytkowania: auto „baza” vs. auto u pracownika

Ten sam elektryk będzie funkcjonował inaczej w dwóch różnych organizacjach pracy:

  • auto wraca na noc do bazy – kontrola ładowania jest po stronie firmy, łatwiej zainstalować wallbox, rozliczać energię, zarządzać kalendarzem serwisowym i rotacją aut;
  • auto zabierane do domu przez pracownika – wygodniejsze dla niego, ale pojawia się kwestia rozliczania prądu, przyłącza w jego miejscu zamieszkania i ewentualnego ładowania na mieście.

Jeśli auto nocuje w siedzibie firmy, całość systemu można zorganizować jak „mini flotę”: wyznaczone miejsca parkingowe, zarezerwowany wallbox, proste zasady kto i kiedy ładuje. Gdy z kolei samochód stoi pod blokiem pracownika, a osiedle nie ma stacji ładowania, trzeba wziąć pod uwagę większą pojemność baterii i większy udział ładowarek publicznych w TCO.

Firmy, które wdrażają kilka aut elektrycznych, często łączą oba scenariusze – część służy jako „auta bazowe” dla logistyki lokalnej, inne jako pojazdy „osobiste-służbowe” dla handlowców. W każdym przypadku inny jest optymalny kompromis między pojemnością baterii a infrastrukturą ładowania.

Przykład: lokalna firma serwisowa a firma z okazjonalnymi długimi trasami

Dobrym punktem odniesienia są dwa skrajne, ale często spotykane scenariusze:

  • lokalna firma serwisowa – kilku pracowników, rejon działania do 30 km od siedziby, 4–8 interwencji dziennie, powroty do bazy między zleceniami lub na koniec dnia; realne przebiegi: najczęściej 60–120 km dziennie;
  • firma z okazjonalnymi dłuższymi trasami – 70% dni lokalnie (80–150 km), ale raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie wyjazd 200–300 km w jedną stronę.

W pierwszym wariancie doskonale sprawdzi się elektryk z niedużą baterią, ładowany głównie nocą na terenie firmy; doładowania w ciągu dnia mogą wręcz nie być potrzebne. W drugim wariancie warto bardzo świadomie policzyć, czy auto ma mieć większą baterię, czy bardziej opłaca się na te nieliczne długie trasy korzystać z innego środka transportu – np. hybrydy, diesla z wynajmu czy pociągu.

Samochód elektryczny dla małej firmy usługowej – jak dobrać model, baterię i sposób ładowania
Źródło: Pexels | Autor: Kendra Valócsik

Jak dobrać model samochodu elektrycznego do profilu działalności

Segmenty aut elektrycznych przydatne w małej firmie

Na rynku pojawia się coraz więcej modeli, ale z punktu widzenia małej firmy usługowej przydatny podział jest dość prosty. Zamiast śledzić nazwy i generacje, lepiej ustalić, do którego segmentu użytkowego potrzebne jest auto:

  • miejskie hatchbacki – kompaktowe, łatwe do parkowania, z reguły tańsze w zakupie. Sprawdzają się u handlowców, doradców, trenerów, psychologów, doradców finansowych; wszędzie tam, gdzie wozi się głównie ludzi, a nie sprzęt;
  • kompakty / kombi / małe SUV-y – dobry kompromis między przestrzenią a kosztami. Dla firm, które nie mieszczą się już w „mieszczuchu”, ale nie potrzebują pełnego dostawczaka. Typowy przykład: agencja reklamowa, ekipa od montażu rolet, firma IT do obsługi serwisowej;
  • małe vany osobowe (na bazie dostawczaków) – łączą funkcję wożenia ludzi i ładunku. Można w nich zamontować proste zabudowy, a jednocześnie przewieźć 4–5 osób. Przydają się np. ekipom montażowym czy firmom eventowym;
  • dostawczaki elektryczne (furgony) – typowo „narzędziowe” auta do przewozu towarów, sprzętu, modułów. Najwygodniejsze dla serwisów, małej logistyki, cateringu, florystów, hurtowni lokalnych.

Dobór segmentu powinien wynikać z dwóch pytań: ilu ludzi przeciętnie jeździ tym autem oraz czy ważniejsza jest przestrzeń na ładunek, czy raczej komfort pasażerów. Handlowiec, który czasem przewiezie dwa kartony katalogów, nie potrzebuje dostawczaka. Ekipa instalacyjna z drabinami i skrzyniami narzędziowymi często nie poradzi sobie w kompakcie, choćby był bardzo wygodny.

Kryteria techniczne przy wyborze konkretnego modelu

Gdy segment jest już w miarę oczywisty, dopiero wtedy ma sens porównywanie konkretnych modeli. W praktyce dla małej firmy kluczowe są zwykle te parametry:

  • realne zużycie energii – katalogowe dane (kWh/100 km) często są zbyt optymistyczne. Dobrze jest poszukać niezależnych testów miejskich i mieszanych, szczególnie przy obciążeniu. niższe spalanie kWh przekłada się bezpośrednio na niższy koszt przejazdu;
  • ładowność i kubatura przestrzeni – nie tylko litry bagażnika, ale również możliwość załadunku długich elementów, szerokość między nadkolami, wysokość progu załadunku. Dla elektrycznych dostawczaków istotna bywa też możliwość montażu zabudowy serwisowej bez utraty zasięgu poniżej akceptowalnego minimum;
  • moc ładowania AC/DC – nawet jeśli auto zwykle ładuje się powoli, przyda się zapas. Auto, które przyjmuje 11 kW AC i 100 kW DC, daje większą elastyczność niż pojazd ograniczony do 7,4 kW/50 kW;
  • gwarancja na baterię i dostęp do serwisu – istotne jest zarówno ile lat lub kilometrów obejmuje gwarancja, jak i to, czy w rozsądnym promieniu od firmy działa autoryzowany serwis z doświadczeniem w elektrykach;
  • dostępność wersji flotowych – uproszczone konfiguracje, pakiety wyposażenia, lepsze warunki finansowania. Część producentów ma linie „business” z prostymi, funkcjonalnymi wnętrzami, co obniża cenę wejścia.

Dla przykładu: mała firma serwisowa wybierając między dwoma podobnymi vanami powinna porównać nie tylko katalogowe kWh/100 km, ale też, jak spada zasięg po załadowaniu 300 kg, jak auto znosi częste krótkie trasy oraz ile minut trwa ładowanie z 10 do 80% na typowej szybkiej ładowarce w okolicy.

Ergonomia, telematyka i „drobiazgi”, które robią różnicę

W pracy codziennej o komforcie decydują detale. Jeśli kierowca spędza w aucie po kilka godzin dziennie, ważne stają się takie elementy jak:

  • fotele i pozycja za kierownicą – przy częstym wsiadaniu i wysiadaniu zbyt nisko osadzony fotel potrafi zmęczyć. W dostawczakach liczy się także łatwość przejścia z kabiny do części ładunkowej;
  • systemy wspomagające jazdę – prosta, ale skuteczna nawigacja, kamera cofania, asystent pasa ruchu, czujniki parkowania. W mieście zmniejszają ryzyko drobnych kolizji, które dezorganizują pracę na kilka dni;
  • aplikacja i telematyka – możliwość zdalnego podglądu poziomu naładowania, planowania ładowania w tańszej taryfie, lokalizacji auta. Przy dwóch-trzech elektrykach w firmie zaczyna to być realne narzędzie zarządcze, a nie gadżet;
  • schowki i możliwość organizacji wnętrza – miejsca na dokumenty, tablet, paragonownik, klucze, drobne części. Źle rozplanowana kabina skutkuje chaosem i dłuższym czasem przygotowania do wizyty u klienta.

Handlowiec, który musi szukać kabli w bagażniku pod kartonami, szybko zniechęci się do ładowania na mieście. Technik serwisowy, który nie ma gdzie odłożyć laptopa i mierników, traci czas przy każdej wizycie. Dobrze dobrany model ułatwia codzienną pracę, a nie dodaje kolejnych zadań.

Własny zakup czy wynajem długoterminowy

Przy autach elektrycznych coraz częściej opłaca się rozważyć leasing operacyjny lub wynajem długoterminowy zamiast tradycyjnego zakupu. Główne kryteria to:

  • tempo zmian technologii – rynek EV rozwija się szybciej niż segment aut spalinowych. Wynajem na 3–4 lata ogranicza ryzyko „utknięcia” z technicznie przestarzałym modelem o słabym zasięgu;
  • przewidywalność kosztów – raty, serwis, często opony i assistance w jednym pakiecie. Łatwiej wkomponować EV w budżet niż przy jednorazowym dużym wydatku;
  • niepewność co do profilu tras – jeśli firma dopiero się rozwija i nie wie, jak będzie wyglądał jej zasięg działania za 3 lata, wynajem daje możliwość późniejszej zamiany auta na większe/mniejsze bez ryzyka dużej utraty wartości przy odsprzedaży.

Z kolei klasyczny zakup ma sens, gdy przebiegi są przewidywalne, firma planuje użytkować auto dłużej niż typowy okres leasingu, a dostępne są atrakcyjne dotacje lub ulgi podatkowe redukujące koszt wejścia.

Samochód elektryczny dla małej firmy usługowej – jak dobrać model, baterię i sposób ładowania
Źródło: Pexels | Autor: Doruk Aksel Anıl

Pojemność baterii – ile kWh faktycznie jest potrzebne małej firmie

Jak przełożyć przebieg dzienny na potrzebną pojemność

Podstawą jest oszacowanie zużycia energii na 100 km w typowych warunkach pracy. W miastach i na trasach podmiejskich dla większości osobowych EV rozsądny punkt wyjścia to 16–22 kWh/100 km, dla dostawczaków – około 22–30 kWh/100 km, przy założeniu umiarkowanego obciążenia.

Potrzebną pojemność można w prosty sposób przybliżyć:

  1. policzyć realny średni dzienny przebieg – np. 90 km;
  2. pomnożyć go przez dopasowane zużycie – np. 20 kWh/100 km, czyli 18 kWh na 90 km;
  3. dodać rozsądny bufor bezpieczeństwa – np. 30–50%;
  4. uwzględnić, że użyteczna pojemność baterii to zwykle ok. 90–95% wartości katalogowej (część jest „ukryta” dla ochrony ogniw).

W przykładzie powyżej typowe zapotrzebowanie dzienne to ok. 18 kWh. Dodając 50% buforu, wychodzi 27 kWh. W takim scenariuszu bateria katalogowa rzędu 40–50 kWh zapewni komfort nawet przy gorszej pogodzie i częściowym zużyciu akumulatora po kilku latach.

Bufor na pogodę, starzenie baterii i nieprzewidziane trasy

Przy obliczeniach nie da się założyć sztywnego zużycia. W praktyce pojawią się dni z większym ruchem, gorszą pogodą, objazdami. Wpływ mają trzy czynniki:

  • temperatura – zimą zasięg typowo spada o 20–40% względem lata, szczególnie na krótkich odcinkach w mieście. Ogrzewanie kabiny i akumulatora zużywa dodatkową energię;
  • styl jazdy i profil trasy – częste przyspieszanie i hamowanie, jazda autostradą z wyższą prędkością, duże obciążenie ładunkiem. Każdy z tych elementów zwiększa kWh/100 km;
  • naturalne zużycie baterii – po kilku latach pojemność spada. W wielu autach po 6–8 latach zostaje 80–90% pierwotnej pojemności, ale trzeba to uwzględnić przy planowaniu dłuższego użytkowania.

Jeśli więc firma ma dzienny przebieg 80–100 km, w większości sytuacji wystarczy bateria 35–50 kWh, ale gdy codziennie wykonuje się 150–180 km, sensownie jest patrzeć w stronę pakietów powyżej 60 kWh, zwłaszcza przy braku możliwości ładowania w ciągu dnia.

Mała vs duża bateria – konsekwencje ekonomiczne

Im większa bateria, tym:

  • wyższa cena zakupu – różnice między wersjami tej samej linii modelowej potrafią sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych;
  • większa masa pojazdu – co częściowo podnosi zużycie energii, choć w praktyce przy dostawczakach kluczowy pozostaje ładunek;
  • rzadziej trzeba ładować – co daje wygodę przy ograniczonym dostępie do ładowarek;
  • możliwość obsługi dłuższych tras bez konieczności planowania każdego postoju.

Z kolei mniejsza bateria to niższa cena na starcie i zazwyczaj wystarczająca pojemność dla ściśle lokalnych zastosowań. Dla firmy, która każdej nocy ma możliwość spokojnego ładowania na własnym podjeździe czy parkingu, dodatkowe kilkadziesiąt kWh często jest „nadmiarem komfortu”, za który dopłaca się zbyt dużo względem realnych korzyści.

Rozważanie dwóch pakietów na przykładzie

Przydatna jest prosta symulacja. Załóżmy firmę sprzątającą, która dziennie pokonuje 120 km po mieście, z typowym zużyciem ok. 19 kWh/100 km. Daje to ok. 23 kWh dziennego zapotrzebowania.

Na koniec warto zerknąć również na: Elektryczne autobusy turystyczne – ciche zwiedzanie historycznych centrów miast — to dobre domknięcie tematu.

  • Auto z baterią 40 kWh – realna użyteczna pojemność ok. 36 kWh. Pozwala na pokonanie ok. 180 km przy tym stylu jazdy. Po dniu pracy w baterii zostaje 30–40%. Nocne ładowanie do pełna na ładowarce 11 kW trwa ok. 4 godziny;
  • Auto z baterią 60 kWh – użyteczne ok. 54 kWh. Potencjalny zasięg w tych warunkach to okolice 280 km. Po dniu pracy zostaje ponad 50% zapasu, więc ładowanie można robić co drugi dzień.

Jeśli pomiędzy tymi wersjami różnica cenowa wynosi np. kilkanaście procent, a firma ma łatwy dostęp do nocnego ładowania, wybór większego pakietu tylko po to, by ładować „co drugi dzień” rzadko bywa racjonalny finansowo. Sytuacja zmienia się, gdy w tygodniu regularnie pojawiają się dni z przebiegami rzędu 180–220 km i brak jest możliwości doładowania w trakcie dnia.

Specyfika baterii w dostawczakach elektrycznych

W przypadku vanów i furgonów decyzja o pojemności baterii jest jeszcze bardziej wrażliwa na profil działalności. Dostawczak z małą baterią, załadowany do połowy DMC, często ma realny zasięg wyraźnie niższy niż osobówka z tą samą pojemnością. W praktyce trzeba brać pod uwagę:

  • typ ładunku – czy to lekkie, ale objętościowe paczki (kwiaty, elementy z tworzyw), czy ciężkie narzędzia, materiały budowlane, urządzenia;
  • częstotliwość zatrzymań – wiele krótkich kursów z częstym otwieraniem drzwi zimą zwiększa zużycie przez konieczność dogrzewania kabiny;
  • lokalizacja zleceń – jazda głównie po mieście sprzyja rekuperacji, natomiast stałe trasy obwodnicą lub drogą ekspresową przy wyższych prędkościach bardziej „drenują” baterię.

Jeśli dostawczak wozi codziennie cięższy ładunek, a przebieg dzienny oscyluje wokół 150–200 km, w praktyce trudno uniknąć baterii z górnego zakresu oferowanego dla danego modelu. Dla działalności stricte lokalnej (np. dowozy w promieniu 15–20 km) często bardziej opłaca się wybrać mniejszy pakiet i po prostu regularnie ładować auto w bazie, niż dopłacać za zasięg, który niemal nigdy nie będzie wykorzystany.

Sposób ładowania – od gniazdka po wallbox i szybkie ładowarki

Ładowanie z gniazdka – kiedy ma sens, a kiedy nie

Parametry techniczne ładowania z gniazdka

Standardowe gniazdko 230 V w biurze lub garażu daje najczęściej moc 2,0–2,3 kW (10 A). Czas ładowania można w przybliżeniu policzyć:

  • ładowanie 10 godzin w nocy to ok. 20–23 kWh energii;
  • przy zużyciu 18–20 kWh/100 km oznacza to realne doładowanie ok. 100 km zasięgu każdej nocy.

Dla wielu małych firm wykonujących do 80–100 km dziennie takie tempo jest wystarczające. Przy większych przebiegach auto nie zdąży się doładować do pełna i przez kilka dni z rzędu poziom naładowania będzie stopniowo spadał.

Bezpieczeństwo i ograniczenia przy ładowaniu „z kontaktu”

Ładowanie samochodu z przypadkowego gniazdka w starej kamienicy lub warsztacie bez przeglądu instalacji to proszenie się o kłopoty. Przed stałym użyciem:

  • elektryk powinien ocenić instalację – przekrój przewodów, rodzaj zabezpieczeń, obciążenie pozostałych obwodów;
  • dobrą praktyką jest wydzielenie osobnego obwodu z bezpiecznikiem i RCD (wyłącznik różnicowoprądowy);
  • przedłużacze bębnowe i cienkie kable „marketowe” lepiej wyeliminować – grzeją się, zwiększają ryzyko pożaru i spadków napięcia.

Jeśli firma ma tylko jedno auto, a jego kierowca nie przekracza 60–70 km dziennie, poprawnie przygotowane gniazdko dedykowane często spełni potrzeby i pozwoli odłożyć inwestycję w wallbox.

Ładowanie w siedzibie firmy – wallbox jako standard

Przy bardziej intensywnym użytkowaniu lub gdy z jednego miejsca mają korzystać 2–3 auta, praktycznym minimum staje się stacja AC (wallbox) 7,4–11 kW. Daje to kilka wyraźnych korzyści:

  • krótszy czas ładowania – przy 11 kW w 5 godzin „wpada” ok. 55 kWh, czyli pełne naładowanie większości baterii do średniej wielkości;
  • większy komfort planowania – auto można intensywnie wykorzystywać także po południu; w razie potrzeby przez 2–3 godziny doładować na kolejną trasę;
  • wyższe bezpieczeństwo – instalacja jest projektowana pod stałe obciążenie, z odpowiednim okablowaniem, zabezpieczeniami i pomiarem energii.

Przy montażu wallboxa w małej firmie istotne są szczegóły:

  • liczba faz – jeśli auto ma ładowarkę pokładową 11 kW (3-fazową), a budynek posiada przydział mocy na trzech fazach, warto z tego skorzystać. Przy autach z ładowarką jednofazową (np. 7,4 kW) rozłożenie obciążenia na fazy i tak pozostaje kluczowe;
  • lokalizacja – przewidzenie miejsca pod przyszły drugi przewód, oznaczenia miejsc parkingowych, zabezpieczenie słupka przed uderzeniem wózkiem paletowym lub samochodem;
  • pomiar energii do rozliczeń – przy autach wykorzystywanych także prywatnie sensownie jest zainstalować licznik energii przypisany do danego miejsca ładowania.

Inteligentne ładowanie a przydział mocy

Nawet w niewielkiej firmie przy kilku odbiornikach dużej mocy (klimatyzacja, sprężarka, nagrzewnice, serwerownia) łatwo przekroczyć przydział mocy przy jednoczesnym ładowaniu auta. Dlatego przy dwóch i więcej EV opłaca się zastosować:

  • ładowarki z dynamicznym zarządzaniem mocą – stacja śledzi aktualne zużycie budynku i „oddaje” autu tylko nadwyżkę;
  • podział mocy między kilka aut – jeśli dwa samochody stoją jednocześnie, każdy dostaje np. 5 kW zamiast jednego z 11 kW; gdy jedno auto kończy, drugie przyspiesza do pełnej mocy;
  • harmonogram ładowania – start po zakończeniu pracy biura lub warsztatu, gdy spada pozostałe zużycie energii.

Przed inwestycją dobrze jest policzyć, ile realnie mocy szczytowej firma zużywa i czy opłaca się zwiększać przydział od dostawcy energii, czy raczej skupić na inteligentnym sterowaniu ładowaniem.

Ładowanie w domu pracownika – jak to ugryźć organizacyjnie

W wielu małych firmach auto służbowe stoi nocą pod domem właściciela lub pracownika. To wygodne, ale rodzi pytanie: kto płaci za prąd i jak go rozliczyć? Stosowane są trzy podejścia:

  1. ryczałt miesięczny – firma wypłaca stały dodatek do pensji za ładowanie auta w domu, wyliczony na podstawie średniego przebiegu i zużycia. Prosta metoda, ale mniej precyzyjna;
  2. rozliczenie na podstawie licznika w wallboxie – przy domu pracownika montuje się prywatny wallbox z licznikiem energii i okresowo (np. raz w miesiącu) firma zwraca koszt zużytych kWh;
  3. karta do ładowania w sieciach publicznych – auto nie ładuje się w domu, tylko na ogólnodostępnych stacjach. To wygodne, gdy pracownik nie ma własnego miejsca parkingowego z dostępem do energii.

Drugie rozwiązanie bywa najbardziej przejrzyste: jest konkretne zużycie w kWh, jest faktura za prąd do porównania i jasne zasady rozliczenia.

Ładowanie w ciągu dnia – stacje publiczne i półpubliczne

Przy profilach, w których auto od rana do późnego popołudnia jest w ruchu, ładowanie nocne nie wystarczy. Wtedy w grę wchodzi doładowanie w trakcie dnia roboczego. Możliwych scenariuszy jest kilka:

  • ładowanie przy klientach – niektóre biurowce, centra handlowe czy hale logistyczne mają stacje AC lub DC dostępne dla kontrahentów. W połączeniu z czasem spotkania lub załadunku daje to darmowe lub tanie kilkadziesiąt kilometrów zasięgu;
  • korzystanie z sieci miejskich – operatorzy oferują aplikacje i karty RFID, rozliczane hurtem na fakturze firmowej. Przy stałych trasach kurierów czy serwisantów można zaplanować stałe punkty doładowań;
  • własne „półpubliczne” ładowarki – firma montuje stacje przy swojej siedzibie, udostępniając je również innym użytkownikom (np. najemcom budynku) za opłatą. Część kosztu inwestycji wraca z zewnątrz.

Jeśli czas pracy kierowcy można elastycznie ułożyć, często lepiej zrobić jedno 40–50‑minutowe ładowanie AC w środku dnia, niż regularnie jeździć na szybką DC tylko na 10–15 minut i płacić wyraźnie wyższą stawkę za kWh.

Dla firm, które szukają szerszego kontekstu technologicznego i trendów, dobrym punktem odniesienia bywają branżowe portale, np. praktyczne wskazówki: motoryzacja, gdzie samochody elektryczne są analizowane zarówno od strony techniki, jak i praktyki codziennego użytkowania.

Kiedy szybkie ładowarki DC są faktycznie potrzebne

Stacje DC (50 kW i więcej) kuszą krótkim czasem ładowania, ale są droższe w instalacji i utrzymaniu, a energia na nich zwykle kosztuje więcej niż z sieci AC. W małej firmie sensownie jest traktować je jak narzędzie do konkretnych zadań, a nie codzienną rutynę. Przykłady uzasadnionego użycia:

  • nieregularne, ale pilne trasy poza standardowym zasięgiem auta, gdy nie ma czasu na długie postoje;
  • sezonowe szczyty – np. okres przedświąteczny w branży kurierskiej, kiedy przebiegi rosną o kilkadziesiąt procent;
  • awarie i sytuacje kryzysowe, gdy serwisant musi dojechać dwukrotnie dalej niż zwykle.

Przy planowaniu korzystania z DC przydaje się znajomość ograniczeń samego auta:

  • maksymalna moc ładowania – jeśli auto przyjmuje 50 kW, ładowarka 150 kW nie przyspieszy procesu, a zwykle będzie droższa w użyciu;
  • krzywa ładowania – większość EV osiąga najwyższą moc przy 10–40% naładowania i stopniowo ją ogranicza powyżej 70–80%. Opłacalny ekonomicznie jest więc krótszy postój „od 20 do 70%”, zamiast dobijania do 100%;
  • wpływ na żywotność baterii – sporadyczne ładowanie DC nie jest problemem, ale codzienne „szybkie tankowanie” do pełna zwiększa degradację ogniw.

Projektowanie firmowej infrastruktury pod przyszłe potrzeby

Nawet jeśli dziś firma kupuje pierwsze jedno EV, dobrze jest założyć, że za 2–3 lata aut może być więcej. Największym kosztem bywa nie sama ładowarka, ale przygotowanie infrastruktury:

  • warto od razu położyć przewody o większym przekroju i wprowadzić je do kilku potencjalnych miejsc ładowania, nawet jeśli dziś montuje się tylko jedno gniazdo lub wallbox;
  • szafa rozdzielcza powinna mieć miejsce na dodatkowe zabezpieczenia pod kolejne ładowarki;
  • przy projektowaniu parkingu można od razu zaplanować miejsca „EV‑ready” – z kanałem kablowym do których później łatwo dołożyć słupki.

Dzięki temu rozbudowa z jednego do trzech punktów ładowania nie będzie oznaczała kucia świeżo wyremontowanych ścian i powtórki z papierologii u dostawcy energii.

Ładowanie a organizacja pracy kierowców

Samochód elektryczny wymusza nieco inne myślenie o grafiku. Zamiast „jeżdżę aż zabraknie paliwa” pojawia się zasada „ładuję kiedy mogę, a nie kiedy muszę”. Przy dobrze ułożonym planie:

  • auto stoi pod ładowarką zawsze, gdy nie pracuje – nawet 30–40 minut między zleceniami może dać kilka dodatkowych kilowatogodzin;
  • kierowcy mają jasno opisane progi naładowania, przy których mają obowiązek podłączyć auto (np. poniżej 40% po powrocie do bazy);
  • zlecenia w danym dniu dobiera się tak, aby najdłuższe trasy przypadały na auta z najwyższym stanem baterii.

W mniejszych zespołach najczęściej wystarcza prosty arkusz online lub funkcja raportowania z aplikacji producenta auta. Przy kilku pojazdach systemy do zarządzania flotą EV ułatwiają podejrzenie poziomu naładowania i zaplanowanie kolejnego dnia bez nerwowych telefonów „czy dojadę?”.

Optymalizacja kosztów energii przy ładowaniu

Przy większym udziale przejazdów elektrycznych w budżecie firmy opłaca się przeanalizować taryfę energetyczną i sposób rozliczeń:

  • taryfy z niższą ceną nocną mogą znacząco obniżyć koszt kilometrów, jeśli większość ładowania odbywa się między wieczorem a wczesnym rankiem;
  • korzystanie z tzw. godzin szczytowych na publicznych ładowarkach (wyższa cena w określonych porach) bywa niepotrzebnie drogie, jeśli trasę da się przesunąć o kilkadziesiąt minut;
  • firmy z własną instalacją fotowoltaiczną mogą skierować nadwyżki dziennej produkcji na ładowanie aut, choć wymaga to odpowiedniego dobrania mocy PV i grafiku tras.

Prosty rachunek kosztów za pierwszy kwartał używania EV – z rozbiciem na ładowania AC w firmie, DC w trasie i ewentualne ładowania w domu pracowników – bardzo szybko pokazuje, gdzie jest potencjał oszczędności, a gdzie wygoda zaczyna zjadać zyski.

Poprzedni artykułMasaż bańką chińską: jak zacząć bez siniaków i z efektem ujędrnienia
Następny artykułAutomasaż karku na napięcie: 5 minut, które zmienia dzień
Jerzy Jankowski
Jerzy Jankowski przygotowuje poradniki o regeneracji i komforcie w duchu wellness, skupiając się na tym, jak stworzyć spójne doświadczenie SPA w domu. Opisuje m.in. pracę z ciepłem i chłodem, kąpiele, okłady oraz proste techniki rozluźniające, zawsze z uwzględnieniem bezpieczeństwa i przeciwwskazań. W swoich tekstach stawia na rzetelność: oddziela odczucia od faktów, podaje źródła inspiracji i proponuje warianty dla różnych potrzeb. Lubi rozwiązania „małe, ale regularne”, dlatego podpowiada, jak budować rytuały, które wspierają sen, redukują stres i poprawiają kondycję skóry.